OnetBiznes od ok. 3 miesięcy prowadzi cykl „Pomysł na biznes”. Idea jest prosta – opisujemy ciekawe, niszowe, niebanalne pomysły na zarabianie pieniędzy. Nie chodzi o podpowiadanie gotowych rozwiązań, jak w magazynie „Firma” w TVN CNBC Biznes.
Chcemy raczej pokazać, że w kwestii zarabiania tylko ludzkie możliwości i wola są ograniczeniami.
Przedsięwzięć, które moglibyśmy opisać, szuka cały zespół redakcyjny. Ale zaapelowaliśmy również do przedsiębiorców, żeby zgłaszali swoje firmy. W tym celu uruchomiliśmy specjalną skrzynkę e-mail.
Na początku akcji często zaglądałem do niej. Ostatnio przestałem zupełnie. Polscy przedsiębiorcy rozczarowali mnie. Nie chodzi o to, że nie ma zgłoszeń. Jest ich bardzo dużo, ale jakość też pozostawia wiele do życzenia.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zupełny brak poszanowania dla języka polskiego, a przez to także dla odbiorcy listu.
Kaleczenie języka, to problem powszechnie występujący w internecie. Ale mimo wszystko czym innym jest pogawędka w komunikatorze lub mail do koleżanki, a czym innym tekst, na podstawie którego ktoś nas będzie oceniał.
Zastanawiam się, czy ci przedsiębiorcy w taki sam niedbały sposób piszą do swoich kontrahentów, urzędników lub, co gorsza, klientów? Jeśli nie, to oznacza, że mają lekceważący stosunek do swojego pomysłu na biznes, a to też bardzo niedobrze.
Druga rzecz do napiętnowania, to zupełne niezrozumienie naszej akcji. Jeżeli w naszym cyklu opisujemy działające firmy, które przynoszą dochód ich właścicielom, to z pewnością nie opiszemy pomysłu, który potencjalny przedsiębiorca ma dopiero w głowie.
W żaden sposób nie zasugerowaliśmy, że pomagamy kojarzyć z inwestorami, ani tym bardziej sami nie rozdajemy pieniędzy.
Z drugiej strony, to odsłania poważny problem niewiedzy lub zdezorientowania ludzi. Można odnieść wrażenie, że Polacy zupełnie nie wiedzą gdzie szukać pomocy dla rozwoju swojej przedsiębiorczości.
Ale czy na pewno? Zewsząd bombardują nas zachęty do starania się o unijne dotacje. Albo te kampanie są nieskuteczne, albo górę bierze lenistwo. Łatwiej wysłać maila do redakcji i uspokoić tym swoje sumienie, że zrobiło się krok na drodze do wielkich pieniędzy.
Ale nawet gdybyśmy mogli pomóc, to czy Polacy mają szansę na duże pieniądze? Wśród zgłoszeń zdarzają się perełki. Niestety dominuje chęć posiadania własnej „knajpy”, której przewagą konkurencyjną ma być puszczanie określonego rodzaju muzyki. Wnioskuję, że ostatnio na tzw. topie są rytmy z Ameryki Południowej, bo latino chce zaproponować klientom co drugi przyszły restaurator.
Drugi, pod względem liczby zgłoszeń, jest sen o bogactwie, które ma przynieść bliżej nieokreślony wynalazek. Autor chce zrewolucjonizować jakąś dziedzinę ludzkiego życia, tylko na razie brakuje mu środków na ołówek i papier, żeby zrobić projekt.
Jednak najbardziej bawią mnie i zarazem przerażają zgłoszenia typu: „Kochana redakcjo, chcę być przedsiębiorczy. Doradźcie mi jakiś biznes, na którym mógłbym dużo zarobić.” Ot polska droga do przedsiębiorczości.




[...] I tak szerzy się “przaśna polska przedsiebiorczość” (jak słomiany zapał do zakładania firm ujął ostatnio Jacek Zawadzki z Onet Biznes na swoim blogu). [...]
Nowy wymiar kariery » Moda na rzucanie pracy 2:
20 lis 09 at 14:59
[...] “Ok. Rozumiem rachunek ekonomiczny. Ale dlaczego nikt mi tego nie powiedział? Przecież wysłanie maila z odmową też nic nie kosztuje” – dziwił się znajomy znajomego. A jednak dziwił się niepotrzebnie. Nie znając wcześniej realiów small biznesu nad Wisłą, rozbił się o ścianę polskiej przaśnej przedsiębiorczości (por. Przaśna polska przedsiębiorczość). [...]
Wyższa kultura bankowości… « Carpe jugulum
14 gru 09 at 20:03