„W 2010 nadchodzi liberal. i okaże się ze będziemy jeździć niemieckimi ekspresami po PL.” – straszy na Twitterze poseł Paweł Poncyliusz. Jego partyjny kolega, Bogusław Kowalski, dopytywał się w czasie posiedzenia Komisji infrastruktury, czy Deutsche Bahn przejmie niebawem przewóz pasażerów na trasie Berlin-Poznań-Warszawa.
Oto wraca widmo złego Niemca. Tym razem nadjeżdża po polskich torach, żeby zniszczyć rodzimą branżę kolejową.
Z kolejowej retoryki PiS i niektórych związkowców prawdą jest tylko liberalizacja polskiego rynku kolejowego od 1 stycznia 2010 r. Reszta to demagogia, która ma przestraszyć pasażerów i być może wywrzeć presję na rząd, żeby pod pozorem ochrony rodzimych spółek kolejowych dokapitalizował i oddłużył Przewozy Regionalne.
Czy 1 stycznia zobaczymy wagony z czerwonymi literami DB na burtach, szturmujące stołeczne perony? Z pewnością tak. W tym dniu z Warszawy odjeżdżają np. dwa pociągi BWE (Berlin-Warszawa-Express), które są zestawione z polskich i niemieckich wagonów.
Niemieckie autobusy na szynach już od jakiegoś czasu przekraczają Odrę i zatrzymują się w przygranicznych miejscowościach.
Nie wspominając już o przewozach towarowych, które od jakiegoś czasu obsługuje tabor niemieckiej spółki DB Schenker.
Ale to pojedyncze przypadki. Czy jednak niemieckie, austriackie lub czeskie składy szykują się już do masowego wożenia Polaków i z wybiciem północy ruszą na polskie tory?
Nie! Jeżeli zagraniczny przewoźnik chciałby wjechać na polskie tory, to musi powiadomić o tym PKP Polskie Linie Kolejowe (zarządca infrastruktury) i Urząd Transportu Kolejowego (regulator rynku) co najmniej na dwa miesiące przed wejściem w życie nowego rozkładu, czyli obecnie przed 13 grudnia.
12 listopada Mirosław Antonowicz, wiceprezes UTK, poinformował media, że nie wpłynął żaden wniosek od zagranicznego przewoźnika. To oznacza, że w 2010 r. wszystko zostaje po staremu. Na tory wyjadą więc pociągi PKP Intercity, Przewozów Regionalnych, Kolei Dolnośląskich i Arrivy na Pomorzu.
Po co więc to straszenie Niemcem na torach? To już chyba stałe narzędzie walki politycznej Prawa i Sprawiedliwości.
Zresztą czy to w ogóle jest straszenie? Polacy tak bardzo narzekają na rodzimą kolej, że chyba z utęsknieniem czekają na nowoczesne, czyste i punktualnie składy z Niemiec. Pogorszy się co najwyżej sytuacja związkowców kolejarskich. Trzeba będzie zacząć pracować, żeby sprostać konkurencji. Teraz można źle pracować, doić państwową kasę, a pasażer i tak nie ma wyboru.
Ale ponieważ Niemiec nie nadjedzie, to w kuluarach branży kolejowej można usłyszeć inną ciekawą teorię spiskową. Deutsche Bahn nie wjedzie na polskie tory bezpośrednio ale kupi sobie PKP Intercity. Zresztą pewnie właśnie dlatego rząd chce wprowadzić tę spółkę na giełdę w 2010 r.
Pomysł oryginalny i nawet wart przemyślenia. Nawet jeśli rzeczywiście część akcji kupi inwestor branżowy z Niemiec, to co się stanie złego? Obawiać się może tylko ten, kto nie zna idei tej prywatyzacji. Przecież na parkiet nie trafi pakiet kontrolny spółki, bo chodzi o pozyskanie kapitału na inwestycje, a nie sprzedaż przedsiębiorstwa.
Próżno więc wyglądać złowrogiego Niemca na polskich torach.



