Carpe jugulum

Bierz co się da, niczego nie oddawaj

Smak nie dojechał

skomentuj

SłonecznikBardzo lubię podgryzać wieczorem, przy pracy. Dlatego w moim koszyku zakupowym często lądują różne ziarna dyni, słonecznika, orzechy, a czasami rodzynki.

Dzisiaj, w czasie szybkich zakupów w sieci Carrefour moją uwagę zwróciła kilogramowa torba łuskanych nasion słonecznika. Oczywiście 1-kg ziaren nie jest niczym wyjątkowym sam w sobie. Ale wyjątkowa była cena – 6,99 zł. Zwykle za taką wagę trzeba zapłacić powyżej 10 zł.

Pomyślałem sobie, że to pewnie tania marka sieci handlowej. Ale co można zepsuć w ziarnach słonecznika. Najwyżej kilka będzie źle wyłuskanych.
A jednak można zepsuć i to bardzo dużo.

Już pierwsze ziarna smakowały podejrzanie. A właściwie to nie smakowały wcale, za to były bardzo oleiste. Z każdą kolejną porcją tłusty osad w ustach powiększał się, a smaku nadal brak.

„Oto tajemnica niskiej ceny” – pomyślałem i zbadałem dokładniej opakowanie.
Rzeczywiście marka jest tzw. dyskontowa, ale należy nie do sieci handlowej, a do spółki Bakalland. Na oficjalnej stronie firmy nie jest promowana, a raczej wstydliwie schowana w informacjach dla inwestorów. Można tam przeczytać, że marka Fresco to bakalie o najniższej cenie skierowane do klientów poszukujących produktów o najlepszym stosunku ceny do jakości.

A więc jednak mogłem się spodziewać pewnego poziomu jakości. Tymczasem ziarna w mojej paczce są poniżej jakiegokolwiek akceptowalnego poziomu jakości.

Tajemnica fatalnego smaku wyjaśniła się chwilę później. Z boku torebki znalazłem zielona naklejkę, na której małymi białymi literkami napisano: „Kraj pochodzenia: ”.

I wszystko jasne. Te ziarna po prostu nie mają prawa smakować jak słonecznik. Należałoby się zastanowić, czy ich w ogóle jest bezpieczne dla zdrowia. Wiadomo przecież jak może się skończyć ryby panga.

Można by powiedzieć „widziały gały co brały” i nie powinienem narzekać. Faktycznie, mój błąd polegał na tym, że nie sprawdziłem dokładnie producenta i pochodzenia towaru.

Dokładne czytanie etykiet staje się dzisiaj sprawą bardzo ważną podczas zakupów.
Dotychczas chińszczyzna królowała na półkach z zabawkami i wieszakach z ubraniami. Ale dzisiaj, w dziale warzywnym, biorąc do ręki zwykłego pora nie można być pewnym, czy przypadkiem nie przypłynął z Państwa Środka.

z Chin są dorodne, przyciągają wzrok, jak np. napompowane, krwistoczerwone truskawki. Są też tanie. Ale nic więcej. Brak im smaku i zapachu słonecznej grządki, czystej wody i nieskalanej chemikaliami ziemi.

To zwyczajne produkty przemysłowe. Ale przyzwyczajajmy się powoli do tego. Tak łatwo, jak metaliczna, płaska muzyka cyfrowa zastąpiła analogową, tak bezsmakowy słonecznik będzie królował na naszych stołach. Zadziwia mnie jak łatwo, w imię ceny i łatwości, ludzie rezygnują z jakości.

Przeczytaj też:

  • Blip
  • Twitter
  • Google Buzz
  • Facebook
  • Share/Bookmark

Opublikował: jacekzawadzki

Lipiec 7th, 2010 o 11:46 pm

Skomentuj