W centrum Warszawy, pomiędzy dworcem Centralnym i Złotymi Tarasami stanął szklany sześcian. W środku ustawiono fotel, łóżko za parawanem, lodówkę i kuchenkę mikrofalową. Kolejna oryginalna kampania Ikea? – zastanawiali się przechodnie.
Pewnego dnia w sześcianie pojawił się człowiek. Najpierw głównie siedział w fotelu, pochylony nad ekranem telefonu komórkowego. Przechodnie przystawali i przyglądali mu się. On też się im przyglądał, robił zdjęcia telefonem komórkowym i natychmiast pochylał się nad klawiaturą.
Co bardziej dociekliwi zaczęli szukać w internecie informacji o dziwnej konstrukcji i mieszkającym w niej człowieku. Linki w Google zaprowadziły ich na Facebooka.
Okazało się, że mieszkaniec sześcianu ma na imię Przemek, ma 20 lat i swój profil w tym popularnym portalu społecznościowym. Z lakonicznej notki można było też wyczytać, że niebawem internauci pomogą mu uwolnić się z sześcianu. „Może być fajna zabawa” – pomyślało wiele osób i zaprosiło tajemniczego Przemka na listę znajomych. Niektórzy w galerii zobaczyli siebie, jak stoją przed sześcianem i gapią się na jego mieszkańca.
Przemek codziennie informował o tym co dzieje się w sześcianie i poza nim. Internauci zaczęli z nim rozmawiać, zadawali pytania o cel jego pobytu w zamknięciu. Zaczęli się wzajemnie poznawać.
Po drugiej dobie pisania komentarzy na Facebooku niektórzy warszawscy internauci coraz częściej zaczęli „odwiedzać” Przemka w realu. Ciepłe letnie wieczory sprzyjały długiemu przebywaniu na dworze. Ludzie przynosili krzesła, leżaki, karimaty, siadali wokół sześcianu z laptopami, netbookami, komórkami i rozmawiali z Przemkiem na Facebooku, ale jednocześnie machali do niego znad klawiatury. Ktoś otworzył piwo, ktoś zamówił pizzę… Po czterech dniach sześcian stał się stałym miejscem wieczornych spotkać internautów. Ale w dzień też nie tracili kontaktu z Przemkiem, bo w każdej chwili mogli do niego napisać na Facebooku. On do nich także.
Pytania „kto za tym stoi” nie ustawały, ale większość po prostu dobrze się bawiła. Do tego stopnia, że spontanicznie rzucone przez Przemka hasło, żeby wspólnie obejrzeć finał Mundialu spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem. Ludzie zaczęli się umawiać, dogadywać szczegóły. Ktoś uruchomił swoje kontakty i załatwił zgodę na zgromadzenie publiczne, ktoś inny zafundował telebim, ktoś trzeci zaoferował załatwić zniżkę na kanapki. Udało się zorganizować jedną z najlepszych imprez mundialowych w mieście.
Równocześnie Przemek zaczął ujawniać coraz więcej szczegółów akcji swojego uwolnienia. Okazało się, że na mieście są ukryte fragmenty kodu, który otworzy elektroniczny zamek w drzwiach sześcianu. Miejsce ukrycia cyfr wskazywały podpowiedzi umieszczane na Facebooku.
Siódmego dnia, kiedy zostało wskazane ostatnie miejsce ukrycia cyfr, cały kod został błyskawicznie odnaleziony i dostarczony pod sześcian. Internauci uwolnili Przemka. Na miejscu czekali też już dziennikarze, którzy obserwowali fenomen sześcianu i społeczności skupionej wokół tajemniczego Przemka.
Kiedy tylko Przemek wyszedł na wolność, padły oficjalne pytania o cel akcji, posypały się zaproszenia do programów.
W „Dzień Dobry TVN” Przemek opowiedział, że pobyt w sześcianie był znakomitą zabawą, a ze światem kontaktował się dzięki aplikacji społecznościowej w telefonie LG Swift i to jest naprawdę bardzo wygodne, kiedy można mieć kontakt ze znajomymi w kieszeni.
Prawda, że dosyć ciekawy pomysł na kampanię nowego, społecznościowego smartphone’a?
Ale LG wybrało inną drogę. W centrum Warszawy, pomiędzy dworcem Centralnym i Złotymi Tarasami stanął szklany sześcian, oklejony z każdej strony ogromnym logo firmy. W środku telewizor, lodówka i kuchenka mikrofalowa, oczywiście każde z ogromnym czerwonym logo.
W sześcianie przez siedem dni będzie mieszkał Patryk, który udowodni, że korzystając z telefonu LG Swift można kontaktować się ze znajomymi na Facebooku. „Zostańcie szybko jego znajomymi, żeby miał się z kim kontaktować” – apeluje dramatycznie Tomasz Kin, w imieniu firmy LG. Może przy okazji Patrykowi uda się rozkręcić jakąś akcję, flashmob lub coś podobnego. A jeśli nie, to i tak nie ma paniki, bo jest plan awaryjny. Po wejściu na profil akcji na Facebooku internauta widzi ogromne hasło „Dołącz i wygraj smartphona”. Więc lecą ludzie jak muchy do miodu.
A wy kupujecie taki komercyjny kit?
O samej akcji i mój redakcyjny komentarz można przeczytać w serwisie Brief.pl




Patryk, a nie Przemek
kdt
10 lip 10 at 19:58
Racja. Tak się rozpędziłem w zmianie imienia w scenariuszu alternatywnym, że w porę nie opamiętałem się.
jacekzawadzki
11 lip 10 at 00:03
Cały ten facebook i inne nasze klasy grona sa dla skończonychj idiotów, którzy nie mają co z czasem zrobic. Po co sobie twożyc sztuczny swiat jak można wyjśc na podwórko pogadac z ludzmi, isc z dziewczyną do kina. Facebook i jego pochodne to farmazony!!!
Adam
15 lip 10 at 13:55
Natomiast mnie osobiście akcja się podobała, a z moich obserwacji mogę nawet stwierdzić, że spora liczba osób wystawiła by tej akcji pozytywną opinię. Dzięki niej ludzie mogli zaobserwować z innej strony wprowadzane na rynek technologie. Natomiast jak było widać obserwując relacje na portalu społecznościowym Patryk, jest normalnym człowiekiem jak każdy z nas..prowadząc całą zabawę miał za cel stworzenie siatki znajomych i fanów- udało mu się to znakomicie…dlatego nie uważam że była to zmarnowana szansa LG!
monina
17 lip 10 at 22:18
W pełni zgadzam się z opinią użytkowniczki monina – Patryk nie zmarnował swojej szansy. Przez siedem dni usłyszało o nim więcej osób, niż miał na to szansę bez zamknięcia się w szklanym pudełku. Teraz jeszcze „Dzień dobry TVN” i już pełnia szczęścia.
A co zostanie LG? Fanpage akcji zgromadził mniej niż 2 tys. osób, profil Patryka nie przekroczył tysiąca. Czy taki koncern, jak LG, może się zadowolić takim wynikiem?
jacekzawadzki
17 lip 10 at 23:49