Madonna przyleciała, zaśpiewała i już jej nie ma w Polsce. 80 tys. ludzi świetnie się bawiło na koncercie, a skandalu nie było.
Nie było też spektakularnego protestu przeciwników piosenkarki, ani mitycznej „Armii Wyzwolenia Madonny”.
Co pozostanie w pamięci ludzi? Show na światowym poziomie i… zaściankowy protest radykalnych katolików.
To drugie nie miałoby nawet dużego znaczenia. Rozmaite grupy ekstremistów protestują na całym świecie przeciwko różnym rzeczom. Ale w Polsce, tej grupie udało się zmobilizować przeciwko Madonnie polityków i hierarchów. Koncert stał się sprawą wagi państwowej.
To, że władze państwowe i kościelne nie zignorowały sprawy, wystawia Polsce świadectwo zaściankowej demokracji.
Jest jednak coś, co nie daje mi spokoju przy okazji koncertu Madonny. Bardzo chciałbym się dowiedzieć, z jak dużą premedytacją data występu została wyznaczona na 15 sierpnia? Ile w tej sprawie miał do powiedzenia polski organizator?
Nawet jeśli nie chodziło o wywołanie skandalu, to pozostaje kwestia wyczucia sytuacji i szacunku. Kiedy jedziemy do innego kraju, to staramy się poznać miejscowe zwyczaje. Pozwala nam to uniknąć niezręcznych sytuacji. Nie narażamy się również na pogwałcenie reguł, ważnych dla danej kultury . To dlatego zdejmujemy buty przed wejściem do meczetu i nakrywamy głowę przed wejściem do synagogi.
Ale z drugiej strony niektóre kultury i religie potrafią skutecznie egzekwować poszanowanie swoich zwyczajów. Nie mówimy źle o Żydach, żeby nie być posądzonym a antysemityzm. Karykatury proroka Mohometa w duńskim dzienniku wywołały sprzeciw całego muzułmańskiego świata. A chrześcijanie…



