Carpe jugulum

Bierz co się da, niczego nie oddawaj

Steve „prorok” Jobs

skomentuj

iphone-killMea culpa. Byłem zadowolonym użytkownikiem iPhona, a może nawet tzw. fanbojem.
Kiedyś, dawno temu, pewien „zły” człowiek dał mi pobawić się swoim iPhonem przez kilka godzin. Jeszcze w tym samym tygodniu miałem swojego i uznałem, że złapałem za nogi pana Boga świata ’ów.
Niebawem zupełnie pożegnałem się z PC i systemem okienkowym, a cały mój komputerowy świat zamknął się w aluminiowej obudowie 13-calowego MacBooka.

Przez ok. 10 miesięcy mój Mac i stanowili zgrany duet. Do teraz.

Czy coś złego stało się z moim telefonem lub laptopem? Absolutnie! Oba urządzenia są w znakomitej formie. Ale niejaki Steve Jobs uznał, że już nadszedł czas, żebym wymienił mojego iPhona.

Już w ubiegłym roku pan Jobs dał mi taką możliwość i wysłał delikatną sugestię. Ale ja, człowiek zbyt małej wiary, zignorowałem te święte słowa i teraz nadszedł czas kary.

Mój brak gorliwości doprowadził mnie do wykluczenia z pełnej komunii .
Ale jeszcze nie jestem stracony. Przecież mogę najszybciej jak się da przyjąć dar iPhone4 za marne kilka tysięcy złotych ofiary.

A mówiąc tak zupełnie poważnie, to aktualizacja oprogramowania mojego ’a do wersji iOS4 pozbawiła to urządzenie jakiejkolwiek użytkowości. Codziennie obcowanie z ’m już dawno przestało wzbudzać we mnie ciarki ekscytacji. Ale teraz każda, nawet najprostsza czynność zaczyna wywoływać niechęć, a czasami nawet agresję.

Celowo też zrobiłem wyraźne odniesienia do religii. Przejrzałem relacje wideo z ostatnich Keynote i nasunęło mi się skojarzenie z amerykańskimi show religijnymi, np. takimi jak pokazane w dokumencie „Obóz Jezusa” (2006 r., reż. Heidi Ewing, Rachel Grady).

Dokładając do tego dziwne posunięcia PR-owe i samego Jobsa w ostatnim czasie, zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy to jest jeszcze charyzmatyczny CEO czy już guru sekty.

Mój padł ofiarą dogmatu „Jobs wie lepiej”. Na szczęście kościół na razie skupił się na komórkach i swoim najnowszym dziecku – iPadzie. Komputery zostawili w spokoju, a nawet chyba troszkę osierocili. Ale jeśli sobie o nich przypomną? Aż boję się pomyśleć, co może się stać.

Czy dogamat „Jobs wie lepiej” jest skuteczny? Wydawałoby się, że tak. Kościół Katolicki już ponad 2 tys. lat uprawia właśnie taką politykę, a i Jobsowi dotychczas szło znakomicie. Urządzenia bez podstawowych funkcji, które czyniłyby je w pełni użytecznymi (np. kopiuj-wklej) sprzedawały się w milionach sztuk.

Ale teraz Jobs już chyba przesadził. Punktem zwrotnym na pewno będzie wada konstrukcyjna modelu 4 i próba wmówienia użytkownikom, że to ich wina, bo to cudo trzeba trzymać w sposób ustalony przez . Zupełnie jak rytualne gesty podczas modlitwy w wielu religiach.

Czy uczynienie z mojego ’a ociężałej kobyły, wolniejsze niż stara Nokia e61 powoduje, że z niecierpliwością oczekują modelu 4 w sprzedaży? Nie! Mam ochotę rzucić urządzeniem o ścianę i co prędzej zakupić np. funkcjonalne BlackBerry lub jakikolwiek inny z otwartym systemem Android.

Steve Jobs chciałby uczynić z Watykan świata urządzeń mobilnych, a samego siebie ogłosić papieżem i bardzo pilnie wzoruje się na rzymskim mistrzu. Ale raczej podzieli los guru egzotycznej sekty, który prędzej czy później dokona aktu samodestrukcji w desperacji po nieudanej próbie zawładnięcia światem.

Przeczytaj też:

  • Blip
  • Twitter
  • Google Buzz
  • Facebook
  • Share/Bookmark

Opublikował: jacekzawadzki

Lipiec 14th, 2010 o 1:34 am

Skomentuj