Carpe jugulum

Bierz co się da, niczego nie oddawaj

Polityka lokalna to kiepska inwestycja

skomentuj

Zbliżają się wybory samorządowe. Uwaga mainstreamu skupia się na dużych miastach, metropoliach.

Czy ktoś zagrozi reelekcji HGW w stolicy, która partia weźmie Kraków, a która Gdańsk, czyli nową kolebkę „prawdziwej” polskości, bo nikt raczej nie śledzi sytuacji w Gnieźnie. Uwagę przyciągnie zapewne jeszcze Łódź. Ciekawe czy polityczny outsider, Kropiwnicki, utrzyma fotel?

Ale to nie jest nawet wierzchołek góry lodowej. W Polsce jest 897 miast i miasteczek. W każdym ktoś stanie do walki o prezydencki łańcuch.
Rzadko będą to przedsiębiorczy ludzie, z dużym doświadczeniem.
Jeżeli nawet do wyborów stanie watażka lokalnego geszefciarstwa, to raczej dlatego, że swoją firmę upasł na samorządowych przetargach.
Teraz chce być nie bliżej koryta, ale w samym korycie.
Częściej jednak watażka woli dalej paść się na samorządowej kasie i dlatego sponsoruje start lokalnego „gołodupca”, ale za to osadzonego w jakiejś strukturze partyjnej.
To już transakcja wiązana. Gołodupcowi ciężko potem zerwać się ze smyczy, choć całe miasto wie jaki jest układ i wiesza psy na ubezwłasnowolnionym włodarzu.
Ale są i takie miasta, gdzie nie wieszają. A nawet zagłosują na takiego w kolejnych wyborach. Warunek jest tylko taki, że prezydent i trzymający jego smycz nie uprzykrzą życia mieszkańców, np. nie wpadną na pomysł budowy asfalciarni między domami. Jeśli układ ograniczy się tylko do zwykłych przetargów miejskich, to będzie sobie dobrze funkcjonował przy powierzchownym oburzeniu ale i z cichym przyzwoleniem mieszkańców, czasami nawet z pożytkiem dla miasta.

Nie dziwi mnie jednak, że ludzie prawdziwego biznesu trzymają się od tego piekiełka samorządowego z daleka. Choć wybory mogliby wygrywać w cuglach. Znajomy przedsiębiorca, mieszkaniec podwarszawskiej miejscowości, szacuje, że musiałby wydać od 100 tys. do 500 tys. zł, żeby zostać prezydentem tej miejscowości. – Tylko po co? – pyta się mnie. I wyjaśnia dalej: – Zarabiałbym 8 tys. miesięcznie, a firma przestałaby funkcjonować. Kadencja się skończy i co dalej?
Przedsiębiorcy myślą o świecie w kategoriach inwestycji. Dla nich zajmowanie się w Polsce polityką lokalną to po prostu kiepska inwestycja. Kto więc będzie rządził naszymi miastami i miasteczkami?

Przeczytaj też:

  • Blip
  • Twitter
  • Google Buzz
  • Facebook
  • Share/Bookmark

Opublikował: jacekzawadzki

Sierpień 24th, 2009 o 12:03 pm

Kategoria: Bez kategorii

Tagi: , ,

Skomentuj