Dzisiaj na moim osiedlu mali chłopcy bawili się w wojnę. Nikt nie chciał być Polakiem. Nie było Hansa Klossa ani bohaterskiej załogi Rudego 102.
W tej zabawie próżno było szukać elementów, które ja znam ze swojego dzieciństwa. Braliśmy plastikowe karabiny lub zwykłe patyki i zdobywaliśmy podwórka, broniliśmy ich, cofaliśmy się, znowu odbijaliśmy. Polacy nie za każdym razem wygrywali, ale zawsze były jakieś dwie strony – dobra i zła.
Dzisiaj nie było dobrych i złych. Byli tylko esesmani, bez określonej narodowości. Silni, zwycięzcy naziści, którzy podbijali narody i stawali się ich panami.
Na chodniku pojawił się kredowy napis „mali esesmani” w gustownej obwódce ze swastyk.
Read the rest of this entry »



